google.com, pub-5139080098460320, DIRECT, f08c47fec0942fa0

Historia Długoszyna spisana

I kto by pomyślał, że w wieku XIII dach katedry wawelskiej i jej wieże pokrywano ołowiem, który pochodził m.inn. z jaworznickiego Długoszyna.

Historia Długoszyna sięga 780 lat wstecz. Jego losy są zdumiewające i intrygujące. Spisał je arcyciekawie Jarosław Sawiak. Właśnie ukazała się jego książka zatytułowana „Długoszyn – zarys dziejów od średniowiecza do końca okresu staropolskiego (XII – XVIII wiek)”. Rozmawiamy z autorem publikacji.

Ela Bigas: Jak zaczęła się Pana przygoda z historią Długoszyna?

Jarosław Sawiak: Zanim zaczęła się moja przygoda z historią Długoszyna, wcześniej zaczęła się moja przygoda z historią w ogóle. Fakt, że z wykształcenia jestem historykiem jest pochodną tego, że już od wielu wielu lat, nauka ta jest jedną z moich największych, życiowych pasji. Olbrzymi wpływ na rozwój tejże pasji miała Pani Wiesława Gaj, moja nauczycielka historii ze SP nr 12 w Długoszynie, za co do dziś jestem jej niezmiernie wdzięczny. Pani Wiesława była i jest dla mnie niedościgłym wzorem nauczyciela i historyka. Jeżeli do tego dodamy to, że sam jestem Długoszynianinem, a dzieje tego miejsca są niezwykle interesujące i pełne zagadek, to naturalnym wdaje się być fakt, że nie mogłem nie dać się pochłonąć historii tej właśnie osady i poświecić jej lwią część swojej pracy jako historyka.

Gdzie szukał Pan materiałów do książki? Co uznaje Pan za szczególnie cenny dokument? Czy udało się Panu odnaleźć dokument, którego do tej pory nie znano?

Materiałów do pisania książki było bardzo niewiele i chociaż są generalnie dość dostępne w opracowaniach, to jednocześnie przypominają olbrzymi archipelag niewielkich wysepek, a więc dość wyrywkowych informacji, zawartych w periodykach, artykułach czy monografiach tematycznych. Żadnych nowych dokumentów odnośnie dziejów nie udało mi się jeszcze odnaleźć, ale myślę że co do historii Długoszyna nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa. Jak dotąd najcenniejszym dokumentem jest oczywiście ten z 1243 roku, przechowywany obecnie w klasztorze benedyktynek w podkrakowskich Staniątkach, w którym Długoszyn, obok Ciężkowic i Jaworzna jest po raz pierwszy wymieniany. Również cenną jest umowa z 1523 roku między braćmi Turzonami a biskupem krakowskim, która wiązała się z budową sztolni odwadniającej w Długoszynie, której pozostałości istnieją do dziś, a która była drugą tego typu inwestycją w Polsce.

Z pewnością skarbu Templariuszy w Długoszynie nie ma, choć kto wie, ale czy natrafił Pan w historii Długoszyna na coś bardzo tajemniczego, co wymagać będzie dalszych poszukiwań?

Historia Długoszyna jest pełna tajemnic i zagadek. Zaskakujący jest na przykład zanik osady na przełomie XIII i XIV wieku, czyniący ją swego rodzaju osadą widmo. Również niezwykły jest fakt, że od szesnastego stulecia, przez ponad dwieście lat Długoszyn widnieje na kilkudziesięciu mapach o charakterze ogólnopolskim jako odrębna miejscowość, mimo że był niewielka górniczą wioska. Były to mapy wydawane najczęściej w Europie Zachodniej, na których obok Krakowa, Będzina, Olkusza, czy Sławkowa widniał właśnie Długoszyn. Jedyna wieś wśród miast. Do dziś nie wiadomo dlaczego. Ale największa tajemnicą Długoszyna jest oczywiście zamek, którego ruiny miały się tu znajdować, a o którym wspomina wzmianka z końca XVIII wieku. Temat złożony, pełen nieścisłości i poszlak, ale chyba dzięki temu jeszcze bardziej intrygujący… Jeden z tych nad którym trzeba się jeszcze będzie mocno pochylić.

Dziękuję za rozmowę. Ela Bigas

źródło:www.jaw.pl